Young Gangstas , dwóch rapperów z Louisian'y w skład mrocznej ekipy wchodził K-Syco Którego zamordowano lub zastrzelono i drugi Mc to Ghetto Red zwany tez G-Red. Ich album jest urzeźbiony w klimatycznie mroczne produkcje, dużo , dużo grubych piszczał i bandyckich linijek.Szkoda ze "Premeditated Gangstarism" to jedyny krążek w ich dyskografii który został wydany w 1995 roku w Labelu Teflon Don Records. Zapraszam do słuchania tego albumu na słuchawkach, ja własnie w taki sposób się zarazilem tym LP pare lat temu. Co mam napisać polecam jak stąd do Louisian'y! Young Gangstas.
TRACKLISTA
01. Intro
02. Livin' Hell (feat. Mr. Sleep)
03. Driven By Revenge
04. Same Sad Song
05. Should Have Killed Me 1st
06. Another Day Gone Left
07. Day In The Life Of A Criminal
08. Come With Nuts (feat. Mr. Sleep)
09. King Pin (Mr. Sleep Solo)
10. Killer Under Pressure
11. Definition Of A G (feat. Mr. Sleep)
12. Outro
Young Gangstas. Pamiętam był taki czas, że na każdym forum, które odwiedzałem każdy się tym jarał, podobnie jak z New Breed Of Gangstas, dlatego te dwie grupy to moje pierwsze zetknięcie z czymś zupełnie obcym, bo innych wykonawców przynajmniej kojarzyłem z nazwy. Jeden ziomek nawet szerzył taką "pozytywną" prowokację, że NBG > Wu Tang, ultra rare rapsy > "mainstream" . Do NBG, YG dorzucę jeszcze Deep South Syndicate, bo to też gdzieś w przeszłości zasłyszałem, odkopałem "Potent" no i mojego TOP 3 na chwilę obecną nic nie zmieni.
Young Gangstas, czyli Luizjana. "Gruba" i kozacka scena [(...)G - Slimm, Murder Inc., Kilo G,(...)] zamknę liste bo stężenie kozaków byłobby za duże.
Co do samego albumu - mógłbym jedynie cytować wypowiedzi z góry, poza tym, że refren z Same Sad Song wcale mnie nie drażni i że nie chcę albumu w 320 haha. Uwielbiam jak K-Syco i G-Red deliverują wersy, z tym zapałem, z zajawką, nie z przymusu. Całość krąży w mrocznym klimacie, którego nie zamieniłbym na inny, piszczały solidnie daja po uszach, ta z zamykającego kawałka też. Po 3 kawałku czułem jakby trochę schematycznie prowadzono instrumentale, ale partie pianinka, gitarki, ten żywy vibe, sunące hihaty w dalszej części albumu umocnił[y] moje zdanie. Dla takich albumów nie ma skali ocen, zbyt dużo czynników, pozytywów i plusów, żeby z czystym sumieniem wystawić minimum 6/6, mając w świadomości fakt, że takie oceny swobodnie latają po wack'owych grajkach. Zdecydowanie polecam.
Cholera, jak ja to lubię. Mroczny G-Funk, takie padło określenie. Chyba najbardziej odzwierciedla ten album. Minusem jest to, że rzadko występuję i jest straszelnie drogi. " Definition of a G " i " Same Sad Song " Świetne.