Ok, napiszę może coś od siebie, bo jeszcze mnie osądzicie że tylko hejtuje wasze pomysły

Myślę, że genialnie w płytę o mega chilloutowym klimacie którą nagrał Pete Rock z C.L. Smooth'em pt. "The Main Ingredient" wprowadza kawałek "in The House", oraz bardzo ciekawie zamyka ją "Get On The Mic", z resztą wogóle przez cały czas trwania krążka pulsujący bas i genialne sample nie pozwalają oderwać się od płyciwa. Tylko zamknąć oczy, zapalić cygarko lub jointa - jak kto woli -, popić jakimś delikatnym trunkiem i odpłynąc...
Kolejną płytką może być płytka Too $hort'a - "Cocktails", zaczynająca się od super kawałka Ain't Nothing Like Pimpin, na równie świetnym bicie, z mega basem i świetnym, mocnym clap-snarem, dzięki któremu idąc po mieście ze słuchawkami na uszach zwracam na siebie uwagę przechodniów, ponieważ jest dość głośny i wydaje im się jakby szedł jakiś tytan normalnie...

Płytkę zamyka bardzo fajny kawałek "Don't Fuck For Free" z fajnym żeńskim refrenem i na fajnym bicie.
Genialnie wkręca też intro z EP'ki MC Ren'a "Kizz my black Azz", mimo iż jest troszkę monotonne to wydaje mi się że na imprezie mógłbym słuchać go godzinę... z resztą świetnie i płynnie przechodzi w kolejny kawałek, jak to na dobrej EP'ce.

Na koniec kawałek o tytule takim samym jak płyta na którym MC Ren pokazuje swoje świetne flow.
Całkiem zgrzeszyłbym, gdybym na tej liście na zamieścił debiutanckiej płyty Warrena G. Kawałka "Regulate..." z Nate'm nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, tak samo jak ostatniego na tej klasycznej płycie "Runnin' Wit No Brakes".
Na koniec żeby nie zniechęcić was do czytania tego postu (


) bo Polska to naród w którym streszczenie to podstawa, zarzucę debiutem DJ Quik'stera, który rozpoczyna się kawałkiem o tytule, który jest marzeniem każdego amerykańskiego, czarnoskórego epikurejczyka - "Sweet Black Pussy" (o czym kawałek jest to chyba pisać nie muszę) i kończy się równie dobrym "Skanless".
5!