To bardzo wszechstronny z niego artysta w takim razie. Tak czy siak, łykam powoli dysko S.C.C., wczoraj zacząłem "All day everyday", dzisiaj "'N Gatz We Truss", wszystko w zasadzie wchodzi przepięknie. Mniemam, że debiut brzmi zupełnie inaczej, mniej g-funkowo pewnie i boję się tego, ale trzeba będzie i tak obadać.
Nie tyle chodzi o poziom, bo ten pewnie trzyma debiut, ale 1992 (jeśli się nie mylę) to jest okres jeszcze przed g-funkiem jako takim, a ja nie jestem jakimś wielkim fanem zachodu sprzed g-funku typu N.W.A., wiesz o co chodzi.